Debiuty literackie do prostych nie należą, a żyjemy w czasach, gdy książkę może wydać dosłownie każdy, często wręcz przy minimalnym wkładzie. Podchodząc do nowej lektury nigdy nie sugeruję się zapowiedziami, zdobytymi nagrodami czy wyróżnieniami. Jedynym kryterium wyboru jest tematyka. W przypadku Wilczej Godziny ta zagrała idealnie.

Mówią, że książki nie ocenia się po okładce, ale przyznaję, że często to właśnie one w najbardziej możliwy sposób krzyczą do mnie z półek. W przypadku debiutanckiej powieści Andriusa Tapinasa to również piękna okładka skutecznie zainteresowała mnie zawartością.


Uczeń przerósł mistrza?

Która niestety do równych nie należy. Jeśli więc spodziewaliście się po zapowiedziach objawienia, tu go nie znajdziecie. Tapinas poza prowadzeniem programu Good Morning Lithuania przełożył również na język litewski dzieła samego J.R.R. Tolkiena. I niestety (tak, niestety) inspiracje mistrzem daje się wyczuć niemal na każdej stronie Wilczej Godziny. Owszem, autor zmienił nieco środowisko swojej pracy i tak zamiast ponownie zanurzać się w tradycyjny świat fantasy możemy wskoczyć w całkiem przyzwoite uniwersum steampunkowe. Jednak nie mogłem pozbyć się wrażenia, że równie dobrze mogłaby to być książka krajoznawcza.

Recenzja: Wilcza Godzina - udany debiut przyćmiony parą

Rzeczywistość przedstawiona w powieści urzeka. Opisy poszczególnych miejsc i szczegółowość świata robią piorunujące wrażenie i oczami wyobraźni jesteśmy wręcz w stanie przemieszczać się między ulicami miast Aliasu. Bardzo szczegółowo poznajemy więc Konstantynopol, Pragę, Kraków i oczywiście Wilno, w którym dokonano najważniejszego odkrycia w dziejach ludzkości. Sam pomysł nie należy do najbardziej innowacyjnych, ale właśnie dzięki rewelacyjnej narracji bardzo łatwo jesteśmy w stanie w ową rzeczywistość uwierzyć. Dokładne, wręcz plastyczne do granic możliwości opisy są największą zaletą powieści i mam wrażenie, że Tapinas już w pierwszej próbie uczynił z tego prawdziwą sztukę.

Niestety nie można być perfekcyjnym we wszystkim. Autor tak bardzo skupił się na opisie świata, że nie był w stanie wyciągnąć na piedestał również fabuły i postaci. O ile na samą historię można jeszcze przymknąć oko, bo pozostaje poprawną, o tyle najbardziej ubolewam właśnie nad bohaterami, którzy w moim przekonaniu często potrafią uratować nawet kiepską opowieść. Przy całym natłoku precyzyjnych aż do bólu opisów świata autor siłą rzeczy nie zatroszczył się o swoich bohaterów, traktując ich niemal jak dzieci z sierocińca. W skrócie, postaci jest za dużo i nie oddano im choćby odrobiny prawdziwej miłości. Jako czytelnicy nie jesteśmy więc w stanie się do nich w żaden sposób przywiązać.

Ponadto miejscami skrupulatność Tapinasa staje się bronią obusieczną. Jest tak zwykle w momentach, gdy autor próbuje przedstawić szybsze akcje i niestety sam spowalnia je zbyt dokładnym opisem, zwracając uwagę na najdrobniejsze szczegóły. Co w rezultacie sprawia, że musimy przedzierać się przez kolejny mozolny fragment zamiast po prostu cieszyć się daną chwilą.

Recenzja: Wilcza Godzina - udany debiut przyćmiony parą


Nie taki debiut straszny…

Książka natomiast rozkocha w sobie każdego fana alternatywnych wydarzeń historycznych i klimatów steampunkowych. Być może, tak jak już wspomniałem, nie odnajdzie w niej objawienia, jednak czasu przy niej spędzonego również nie uzna za stracony. Zwłaszcza, że wymienione problemy dotyczą głównie środkowej części lektury. Początek jest bardzo mocny i potrafi zachęcić. Tak samo finał, który daje iskierkę nadziei na znacznie lepszą, pozbawioną wspomnianych problemów kontynuację.

Wilcza Godzina to wbrew wszystkiemu debiut udany. Mam nadzieję, że przedstawione uniwersum będzie nadal rozwijane i doczekamy się już niebawem kontynuacji. To przede wszystkim wylewający się z każdej strony parowy klimat, który dla wielu przyćmi niedostatki fabularne i płaskich bohaterów. Dajcie się oczarować i odwiedźcie Wilno, nie będziecie tej wycieczki żałować.

Za dostarczenie egzemplarza do recenzji dziękujemy Wydawnictwu SQN.

Podziel się.

O autorze

Paweł Matyjewicz

Dumny tata, pasjonat życia i gier wszelakich. Miłośnik fantastyki. Nazywany geekiem, choć sam uważa, że do tego miana bardzo mu daleko. Wielbiciel przemyślanych światów, również tych papierowych.