Przygoda na bezludnej wyspie to gratka dla wszystkich poszukiwaczy przygód i wspaniałe pole do popisu w kwestii kooperacji kilku uczestników. Symulacją takiego sprawdzianu jest Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie. Gra planszowa, w której współpracować może ze sobą do czterech graczy i w którą również można grać w pojedynkę… przeciwko grze!

Zabawę zaczynamy od rozpakowania pudła. Jest ono ciężkie, ale estetyczne, wykonane z wysokiej jakości tektury.

Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie – przetrwanie dla wytrwałych

Ładna i klimatyczna grafika zdobi pokrywę pudełka z grą


Jak cię widzą, tak cię piszą

Po zdjęciu pokrywy nasz wzrok przykuwa plansza, którą rozkładamy raz, drugi, w końcu trzeci – aby cieszyć się, ponownie, wysoką jakością wykonania, także wielkością. Na planszy znajdują się pola oznaczające nasze postępy w odkrywaniu wyspy (za pomocą specjalnych kafelków), znaczniki poziomu zaawansowania technologicznego, wytrzymałości obozu, aktualnej pogody, stopnia zagrożenia i tak dalej. Jest tego naprawdę dużo, chociaż w zależności od wariantu rozgrywki nie wszystkie elementy planszy muszą znaleźć zastosowanie, a wynika to z aktualnie rozgrywanego scenariusza – tych do wyboru jest kilka, zaś dodatkowe można znaleźć w Internecie, tworzone przez twórców tudzież fanów. Grać więc możemy w prostą, niezbyt rozbudowaną przygodę, a także w coś, co spokojnie można nazwać symulacją, w której spotkamy również aktywne postacie niezależne, na wzór NPC z gier wideo, na przykład tych z gatunku role-playing.

To właśnie ten ostatni tryb stanowi twardy orzech do zgryzienia nawet dla największych znawców gier planszowych, ale o tym za chwilę.

Do wyjęcia z pudełka pozostało jeszcze kilka elementów gry Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie. Wśród nich znajdziemy zestaw kości pogodowych, służących odzwierciedleniu zjawisk atmosferycznych zachodzących na wyspie (trzy sztuki) oraz dziewięć kości odpowiadających za zagrożenia, poziom zdrowia bohaterów, stan obozowisk czy wykonywane przez graczy akcje.

Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie – przetrwanie dla wytrwałych

Ogromna, bardzo szczegółowa plansza do gry, stanowiąca również centrum informacji (na przykład o kondycji naszego obozu)

Znów na wysokiej jakości tekturze z naprawdę elegancko wykonanymi rysunkami znajdujemy wafle z żetonami różnej wielkości. Te odpowiadają między innymi za determinację, rany, efekty specjalne, odkrycia. Do wyciśnięcia jest także token oznaczający aktywnego gracza oraz wspomniane wcześniej kafle z poszczególnymi obszarami wyspy. Służą one jako znaczniki, które miejsca już odwiedziliśmy w trakcie naszej przygody i zawierają także informacje o znalezionych zasobach czy zastanych na danym obszarze niebezpieczeństwach. Na końcu wyciągamy z oprawy cztery prostokątne, dwustronne tafle, które służą za karty postaci. Każda z dostępnych postaci posiada bowiem swoją wersję żeńską i męską. W trakcie gry jednak tego się nie odczuwa, gdyż mimo że liczba wyzwań, jakie przed nami stawia, jest ogromna, to płeć naszego awatara nie wpływa na jego statystyki.


Przeklęte karty

Bardzo ciekawie rozwiązany został system wykorzystujący karty do gry, których w pudełku znajdziemy 212 sztuk. Zestaw ten dzieli się na karty przygód, tajemnic, przedmiotów, wydarzeń, są także specjalne karty wraku statku, którym przypłynęliśmy na wyspę. Mechanika bywa tutaj zaskakująca, bowiem ten sam przedmiot, który wcześniej znaleźliśmy lub sami wyprodukowaliśmy, można wykorzystać jako narzędzie do dalszego tworzenia lub jako broń – zarówno do ataku, jak i obrony.

W przypadku kart przygód jest podobnie. Udając się na przygodę w celu pozyskania żywności może się okazać, że aktywujemy inną przygodę lub potrzebujemy na chwilę przerwać eksplorację i skupić się na zbieractwie, ponieważ nie mamy zasobów, aby ją kontynuować. Sytuację może dodatkowo skomplikować fakt, że gracz obok, mimo chęci niesienia pomocy, akurat wylosował „złą” kartę wydarzenia i złamał nogę. Nie, takie sytuacje nie zdarzają się w tej grze. One ją tworzą. Ta wyspa nie jest przyjazna. Wylosowanie dobroczynnego zjawiska jest wygraną w lotto z przeciwnościami losu na końcu świata.

Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie – przetrwanie dla wytrwałych

Zestaw kart do gry. Karty występują w dwóch rozmiarach. Wszystkie wydrukowane są na odpowiedniej grubości tekturze, a grafiki na nich umieszczone cieszą oko

Z kartami Robinsona wiąże się jeszcze jedna ciekawostka. Gra ma budowę modułową, dzięki czemu możliwe jest jej samodzielne modyfikowanie poprzez ujmowanie lub dokładanie elementów względem wytycznych wybranego scenariusza. Jednak najwięcej w grze dzieje się z powodu instrukcji zapisanych na kartach i to właśnie one składają się na większość płatnych dodatków dostępnych do gry. Możemy więc wzbogacić naszą przygodę poprzez zwiększenie liczby przedmiotów, zwierząt, tajemnic czy niedostępnych wcześniej akcji.


Drewno jako budulec podstawowy

W pudełku znajdują się również woreczki z drewnianymi, kolorowymi żetonami i znacznikami. Faktem jest, że drewniane elementy przeżywają w grach planszowych renesans, natomiast te tutaj wykonane zostały perfekcyjnie. Żadnych ostrych krawędzi, odpowiednio dobrane drewno (widać słoje), wysokiej jakości farba. Elementów tych jest sporo: pożywienie kilku rodzajów, pionki graczy, kilka rodzajów znaczników.

Na szczególne wyróżnienie zasługują tutaj żetony określające pożywienie. Są po prostu przepiękne. Obracanie w palcach małych bananów i symboli wyprawionych skór sprawia mnóstwo radości, szczególnie, jeśli los nam sprzyja i możemy kilka z nich schować w obozowej spiżarni. Znajdziemy również kromki chleba, które stylizowane są na wzór tego wypiekanego w tradycyjnej foremce.

Pionki graczy pozbawione zostały grafiki nanoszonej bezpośrednio na nie. Producent gry przewidział zamiast tego naklejki. Nie wpływa to na jakość produktu, wręcz przeciwnie – dzięki temu możliwe są adaptacje bierek do innych potrzeb, a także wszelkie dalsze rozszerzenia gry.

Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie – przetrwanie dla wytrwałych

Kolorowe, drewniane i tekturowe elementy podkreślają jakość wykonania i możliwości gry


Sprawdzian z życia

Kiedy już wszystko wyjęliśmy z pudełka i elementy rozłożyliśmy na stole, pozostało nam już tylko zapoznać się z instrukcją i przystąpić do pierwszej sesji. Tutaj objawia się jednocześnie bardzo potężny plus Robinsona i jedyny minus – poziom trudności. Instrukcja jest gruba, gęsto zapisana i mimo że znajdują się w niej również scenariusze, to liczba informacji potrzebnych, aby zrozumieć mechanikę, jest ogromna. Oczywiście, do grania prostych scenariuszy bez NPC, szczególnie w pojedynkę, wystarczy, że zrozumiemy podstawy działania tego świata. Jednak jeśli chcemy z gry wycisnąć wszystko, co oferuje – sami musimy trochę się zmęczyć, przestudiować 34 strony lub pójść na skróty i obejrzeć ponad 20-minutowy tutorial na YouTube.

To właśnie poziom trudności w tej grze jest najczęściej przywołany przez krytyków. Muszę jednak nieco obronić twórców gry i jej instrukcji. Mamy do czynienia z grą planszową, która w swej mechanice utylizuje mnóstwo zależności i wychodzi jej to na dobre. Mamy tutaj zmienne zjawiska pogodowe, budowanie i rozwijanie narzędzi, obozowisk, samych postaci. Znajdują się tutaj postacie niezależne, zarówno grywalne, jak i sterowane przez grę. Spotkamy dzikie zwierzęta, będziemy chorować, głodować i zbierać pozostałości po zniszczonym statku, także znajdziemy ukryty skarb i poznamy sekrety tajemniczej, przeklętej wyspy. Tylko tyle i aż tyle w jednym pudełku z grą planszową, w którą można grać nie tylko z przyjaciółmi, ale także samemu.

Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie – przetrwanie dla wytrwałych

Kafle stanowiące części odkrywanej mapy oraz karty postaci

Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie zalet ma tyle, ile elementów: estetycznych, drewnianych, przepięknych, malowanych, każdy wysokiej jakości, są ich setki. Wadę gra ma tylko jedną – poziom trudności. Ale być rozbitkiem nigdy nie było łatwo.


Zechcesz tu wracać

Są gry, które wspominamy często, przy każdej nadarzającej się okazji. Jedne z nich wspominamy, chociaż już nie zagramy, do innych chce się wracać. Bez wątpienia Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie należy do tych gier, o których rozmawia się dużo i w które gra się często. Rozgrywka wciąga, tak po prostu, bez większego zaangażowania ze strony gracza i każdego bez wyjątku – od okazjonalnego fana popularnego „chińczyka” po znawcę, który opisy pól w Talismanie zna na pamięć.

Kooperacja jest nam niezbędna, aby grę ukończyć, co z kolei przekłada się na wyjątkową atmosferę przy stole. Czasami przydadzą się nerwy ze stali i zimna krew, ponieważ sytuacja potrafi zmienić się gwałtownie o sto osiemdziesiąt stopni. Innym razem zebrani nad planszą uczestnicy przygody będą musieli przeprowadzić małą burzę mózgów, aby móc odpowiednio zareagować w celu zwiększenia swoich szans na przeżycie.

Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie – przetrwanie dla wytrwałych

Instrukcję do gry warto przeczytać więcej niż raz

Gra jest bardzo trudna. Na początku trudno zrozumieć jej zasady, zaś w trakcie samej gry łatwo zginąć. Jest bardzo możliwe, że pierwsze sesje będą trwały tylko kilka minut, bo nikt nie przeżyje. Warto jednak spróbować, może nawet przełamać, aby nauczyć się grać. Robinson to wynagrodzi, ponieważ jest ogromnie satysfakcjonującym doświadczeniem i na jego przeklętą wyspę chce się wracać.


Podsumowanie

Mimo jedynej wady, trudności, warto zostać posiadaczem tej gry. Wykonanie stoi na najwyższym poziomie, elementy są porządne, trwałe, przykuwają wzrok ciesząc oko. Od jakiegoś czasu cena jest dużo niższa niż w pierwszych tygodniach po premierze, a już wtedy nie była wygórowana, jak na prawie dwa kilogramy zawartości. Sama rozgrywka jest bardzo ciekawym doświadczeniem, które chce się powtarzać. Pomagają w tym nienaganna stylistyka użytej grafiki oraz rozmaitość wykorzystanych obiektów. Gra się przyjemnie niezależnie od tego, czy poprzednie cztery sesje trwały pięć minut, czy spędzamy nad planszą drugą godzinę.

Punkt odejmuję za to, że gra oryginalnie nie posiada wkładki, tak zwanego insertu, która pozwala na organizację wszystkich kart oraz tekturowych i drewnianych żetonów i znaczników. W dniu pisania tekstu cena pasującego insertu stanowi połowę ceny gry.

9.6 Trzeba zagrać!

Plusy:
- sama gra, jak i każdy jej element, to plus

Minusy:
- trudna w przyswojeniu
- poziom trudności w trakcie rozgrywki

  • Jakość wykonania 10
  • Grywalność 10
  • Klimat 10
  • Cena/jakość 9
  • Ogólne wrażenia 9
  • Ocena użytkowników (4 głosów) 7.8
Podziel się.

O autorze

Osman Waroński

Gram odkąd przestałem raczkować. Jestem samoukiem i lubię eksperymentować ze wszystkim. Nie trawię ignorancji, a nieśmiertelność spożytkowałbym na rozwój osobisty i przyswajanie całej wiedzy Wszechświata. Zawodowo zajmuję się programowaniem i doradztwem technicznym, w ramach pasji piszę i rozmawiam, czego efektem jest między innymi marka HELL Gaming, pod której szyldem organizuję turnieje, konkursy i inne wydarzenia e-sportowe i okołogrowe. Odkąd rozmawiam z komputerami Cthulhu to mój najmniejszy problem.