Odwiedzając tegoroczne WGW miałem przyjemność zagrać na specjalnym pokazie prasowym w SEVEN: The Days Long Gone – tytuł, nad którym od trzech lat w pocie czoła pracuje ekipa ze studia Fool’s Theory. Nie obyło się też bez krótkiej rozmowy z samymi twórcami. Jak zapowiada się gra?

Po krótkiej wymianie uprzejmości zostałem oddany w ręce pana Krzysztofa, który miał wprowadzić mnie w arkany historii powstania gry i samego tytułu. Usiedliśmy sobie na wygodnej kanapie i dostałem do ręki… pada. Zacząłem szybko kalkulować sobie w głowie, co może mieć wspólnego kontroler konsolowy z grą typu cRPG, która zresztą ma zamiar zawitać (na początek) na komputerach osobistych.

Moją konsternację szybko zauważył prowadzący i stwierdził, że wbrew pozorom kontroler często lepiej sprawdza się podczas zabawy niż klawiatura i mysz. Ba, podczas pokazów swojej produkcji w większości przypadków ludzie wręcz proszą o wymianę urządzenia sterującego na pada, co już teraz mogę potwierdzić jako rzecz słuszną. Miałem okazję zagrać zarówno na kontrolerze, jak i zestawem z gryzoniem i muszę przyznać, że jak za padami nie przepadam, tak w tym wypadku sprawdził się on znakomicie.

SEVEN: The Days Long Gone – prasowe ogranie tytułu na WGW

Wróćmy jednak do samego ogrywania tytułu. Twórcy przygotowali dla prasy dwa etapy – obszerny prolog, który jest też samouczkiem, oraz gotowe jedno z wielu miast (w moim przypadku była to wyspa więzienna), w których murach toczyć się będzie rozgrywka. Akcja gry toczy się w Imperium Vetrall – mocarstwie, które powstało z gruzów upadłej cywilizacji sprzed około 1000 lat. Cywilizacja ta została unicestwiona przez katastrofę, w rezultacie której ludzie cofnęli się w rozwoju technologicznym do poziomu średniowiecza. Gracz wciela się w Teriela – złodzieja o zwinnych palcach i jeszcze szybszych rurach, który żyje dzięki wykonywaniu różnych zleceń od poszczególnych kast i osób prywatnych.

Co ciekawe, twórcy dają pełną swobodę wyboru stylu gry przez gracza, a dzieje się to też już na poziomie samego tutoriala. Głównym zamysłem produkcji jest oczywiście przestrzeganie stylu gry złodziejem. Możemy więc skradać się, podkradać do wrogów w celu cichej ich eliminacji, otwierać zamki wytrychem czy unikać oponentów przez wspinanie się po zaciemnionych dachach i rusztowaniach. Dorzucić należy do tego możliwość przebrania się we wraże łaszki, dzięki którym przeciwnicy nas nie rozpoznają (chyba że podejdziemy im pod sam nos czy zaczniemy wykonywać głupie ruchy w stylu skradania się), oraz efektowny zbiór specjalnych zdolności, którymi są na przykład tymczasowa niewidzialność lub szybkie przemieszenie się z punktu A do punktu B.

SEVEN: The Days Long Gone – prasowe ogranie tytułu na WGW

Jeżeli jednak znudziło Wam się skradanie, nic nie stoi na przeszkodzie, by chwycić za miecz (czy co tam macie akurat w ekwipunku) i rzucić się w szale na przeciwników. O ile system walki jest prosty i bardzo intuicyjny, o tyle doktryna „nec Hercules contra plures” sprawdza się tutaj jak w żadnym innym tytule. Nasz bohater potrafi poradzić sobie z jednym lub dwoma oponentami na raz. Jeżeli jednak ścigających nas przeciwników jest więcej, a zazwyczaj zaalarmowanie jednego jegomościa ściąga na nas całą okoliczną watahę, to już tak różowo nie będzie. Przeciwnicy są sprytni i wykorzystują każdy sposób, by nas pokonać. Nie czekają więc grzecznie na swoją kolej i atakują chmarą i ze wszystkich stron. Ścieżka wojownika nie jest prosta.

Ważnym aspektem jest mechanika levelowania samej postaci. W SEVEN: The Days Long Gone nie uświadczymy czegoś takiego jak statystyki bohatera, które można podnosić punktami (bo same liczby opisujące naszą postać grają tutaj też sporą rolę). Nie ma parametru siły i obeznania w danej technologii. W każdy przedmiot, który znajdziemy w grze, możemy momentalnie wyposażyć naszego awatara. Nie ma znaczenia, czy będzie to potężny miecz dwuręczny o długości 3 metrów, czy mały kozik. Nasz bohater nie jest ograniczany żadnymi liczbami z jednym wyjątkiem – limit obciążenia w ekwipunku. Kieszeń nie jest bez dna, więc warto brać to pod uwagę podczas zabawy. Dodatkowo, co mnie bardzo uradowało, w grze nie uświadczymy żadnej magii. Wszystko, począwszy od systemów obronnych miast, po umiejętności naszego bohatera, ma swoje oparcie w technologii i technice.

SEVEN: The Days Long Gone – prasowe ogranie tytułu na WGW

Słowa uznania twórcom należą się również za warstwę wizualną gry oraz projekty samych lokacji. Miasta są obszerne i rozległe. Nie ma dogrywania map czy pomieszczeń – cały otwarty świat danej lokacji jest nam przekazany od razu, z tym zastrzeżeniem, że niektóre jego rejony mogą być po prostu niedostępne z powodu fabuły. Co więcej, areny są wielopoziomowe, to znaczy, że możemy poruszać się zarówno po niższych piętrach danej lokacji, jak i wspiąć się na wyższe jej elementy i obserwować przechodniów na przykład z dachu najwyższego budynku w grze. Nie ma niestety obecnie zaimplementowanego systemu podziemi, ale deweloperzy nie mówią „nie”.

Osobny akapit chciałem zostawić na kwestię oprawy graficznej gry. Mówiąc w skrócie – grafika trafiła w mój gust w stu procentach. Ciekawa, komiksowa kreska zmieszana z bardzo zimnymi barwami, które co jakiś czas przełamywane są jaskrawymi, wręcz neonowymi akcentami. Wygląda to ładnie i na pewno cieszy oko. Grafika też bardzo dobrze oddaje klimat czasów, w których przyjdzie nam się zmagać. Czuć mocne nawiązanie do historii poprzedniej, upadłej cywilizacji – co krok napotkamy ruiny budowli poprzednich ludów, w które wsiąkła technika z obecnej epoki.

SEVEN: The Days Long Gone – prasowe ogranie tytułu na WGW

Złego słowa nie mogę powiedzieć również na aspekt audio. Muzyka jest ciężka i mroczna, idealnie wpasowana w klimat całej rozgrywki. Podobnie jest z dialogami, którymi niestety nie mogłem cieszyć się w pełni z powodu hałasu panującego na pobliskich stanowiskach na targach. Przy tej okazji nie mogłem się nie zapytać twórców o polską wersję językową. Ku mojej uldze, producenci zdecydowali się na lokalizację z napisami, a więc obejdzie się bez drewnianego polskiego dubbingu, którymi raczyły nas ostatnio co większe produkcje.

W SEVEN: The Days Long Gone autorzy postanowili zmieścić jak najwięcej rzeczy, a przy okazji przedstawić to w jak najbardziej przystępny sposób. O ile liczba opcji i możliwości na początku może gracza odstraszyć, o tyle mocniejsze zagłębienie się w tytuł sprawi, że wspomniane możliwości bardzo szybko się opanuje. Czekam z niecierpliwością na SEVEN i mam nadzieję, że wpadnie w moje ręce, gdy miłościwie panująca nam Pani Naczelna będzie rozdawać kolejne tytuły do recenzji. A stanie się to niedługo, gdyż tytuł od Fool’s Theory swoją premierę ma mieć już 1 grudnia.

Podziel się.

O autorze

Łukasz „MiqT” Mitka

Gracz, amator dobrej animacji, kina wszelkiego, smacznej książki oraz… wieczne dziecko. Człowiek lubujący się w ciekawych dyskusjach, często idący na przekór wszystkim. Posiadacz bardzo specyficznego poczucia humoru, dzięki czemu skutecznie segreguje grono swoich znajomych. A tak ogólnie to misio do rany przyłóż.