Gry wideo, które posiadają wyższą kategorię wiekową według PEGI, mogą sobie pozwolić na dużo więcej w pokazywaniu różnych aspektów dorosłego życia, w tym temat używek i narkotyków. W większości przypadków są one traktowane bardzo umownie, jednak są i takie tytuły, gdzie kwestia narkotyków jest przedstawiona dosyć poważnie. Zadajmy sobie więc pytanie – jak postrzegane są wszelkie używki w grach wideo oraz czy obecność narkotyków w nich ma realny wpływ na postrzeganie świata przez ich użytkowników?

Temat narkotyków w grach wideo jest podejmowany na wieloraki sposób. O ile ogólna kwestia zasadności wrzucania do wirtualnej rozrywki używek jest rozprawką na osobny artykuł, o tyle warto zauważyć, że narkotyki stanowią nie tylko element świata przedstawionego, ale również stają się elementem samej rozgrywki, towarzysząc graczowi przez całą historię.

Pytanie na dziś: jak postrzegane są używki i narkotyki w grach wideo?

Czy każdy biały proszek w foliowym woreczku musi być narkotykiem?

Zanim jednak zaczniemy omawiać poszczególne tytuły, należy na początek nakreślić różnicę, jaką jest oddziaływanie substancji psychoaktywnych w warstwie fabularnej od ich działania w mechanice danego tytułu. Ta pierwsza określa, jak postrzegane są dane używki w świecie gry, jak na ich zażywanie przez bohatera reagują postacie NPC oraz jakie jest ich znaczenie w kulturze danej nacji. Jeżeli chodzi o mechanikę gry, to ta określa, w jaki sposób dana substancja działa na naszego protagonistę – czy więcej zyskamy przykładowo zjadając daną roślinę, czy raczej ta wyrządzi nam poważne szkody. Już na tym poziomie można zauważyć dwojakie podejście graczy do tematu psychotropów. Jedni są typowymi statystykami i na chłodno liczą, kiedy warto zażyć dany specyfik, aby ten ułatwił grę. Druga grupa to gracze, którzy nad cyferki przekładają klimat i często omijają wszelką konsumpcję dziwnych roślin, bo na przykład pochodzenie ich postaci jest z tym sprzeczne.


Raz piguła, a raz grzybek

Nasze obserwacje należy zacząć od samego początku historii gier komputerowych. Jest to o tyle wdzięczny temat, że takie tytuły nie posiadały zawiłej fabuły, a jedynie prostą mechanikę gry. Na takiej płaszczyźnie bardzo łatwo zauważyć pewne elementy (zwane potocznie power-up), których zebranie pozwalało zyskać specjalne bonusy ułatwiające grę. Przyjrzyjmy się tytułowi z 1980 roku o sympatycznej paszczy, która za zadanie miała oczyścić planszę z kuleczek – Pac-Manowi. Aby utrudnić naszemu protagoniście wykonanie zadania, ten był ciągle ścigany przez kolorowe duchy. Na te był jedyny sposób – łyknięcie jednej z nielicznych dużych kulek na mapie, które dawały Pac-Manowi specjalne zdolności na krótki okres, dzięki czemu mógł się rozprawić ze zjawami. Zażywanie kolorowych „dropsów”, które dawały większą siłę, dzisiaj jednoznacznie kojarzy się z konkretnymi używkami.

Pytanie na dziś: jak postrzegane są używki i narkotyki w grach wideo?

Pac-Man i jego pigułki

Z drugiej strony fabuła gry, która praktycznie nie istnieje, nie wyraża się jasno, co to są za specyfiki i czemu w ogóle dają naszemu bohaterowi możliwość zjadania duchów. Konstrukcja gry jest na tyle umowna, że gracze odgórnie zakładają, że Pac-Man to ten dobry, a to, co robimy jest słuszne. Jednak co by było, gdyby scenariusz gry wyglądał tak – Pac-Man jest włamywaczem, który kradnie perły rozsiane po całym domu, a domownicy w szlafmycach próbują go zatrzymać. Gdy tylko złodziej znajdzie się pod ścianą, połyka tajemniczy specyfik, który daje mu nadludzką siłę i w ten sposób morduje ścigającą go rodzinę? Wbrew pozorom nie jest to fantazja autora artykułu, a jeden ze scenariuszy, jakich dopatrują się w grze różni ludzie. Czy w takim przypadku połykanie pigułek byłoby postrzegane jako coś dobrego i normalnego? A no właśnie…

Zestawienie dwudziestu ciekawych dopalaczy w grach wideo

By dopełnić tematu, zasięgnijmy jeszcze po jeden tytuł, który powstał pięć lat po Pac-Manie, a opowiada o uroczych, wąsatych braciach hydraulikach – Super Mario Bros. O ile świat jest tutaj bardziej realny i osadzony w konkretnym kontekście, o tyle wspomaganie się jaskrawymi grzybkami przez Mario może wzbudzać skrajne skojarzenia. Najciekawsze jest to, że skojarzenia te zmieniają się w raz z wiekiem. Jako młokos, grając w SMB nawet do głowy by mi nie przyszło, że opychanie się „maszrumami” przez prowadzoną przeze mnie postać może być czymś złym. W końcu byłem swoistym rycerzem – miałem za zadanie uratować księżniczkę Peach z łap złego smoka! Kierując się takimi powódkami nie miałem prawa robić niczego, co ma chociażby znamiona niegodziwości.

Pytanie na dziś: jak postrzegane są używki i narkotyki w grach wideo?

Jak to było z tymi grzybkami?

A jednak z czasem zacząłem przyglądać się, jak to Mario po konsumpcji grzyba staje się większy, silniejszy, trudniej go zabić. Nadal jednak miałem w głowie, że to gra i w prawdziwym życiu zjedzenie czerwonego grzyba w lesie raczej nie spowoduje podobnych skutków. Nie zmienia to faktu, że Mariana można uznać za uzależnionego od grzybków, a to już może przywoływać różne skojarzenia.

Tak swoją drogą – polecam zagłębienie się w teorię, że grzybki, które wsuwa Mario, to odcięte głowy mieszkańców grzybowej krainy. Tych samych, których Marian znajduje w zamkach zamiast księżniczki… Sik!


Fantazyjne eliksiry i zioła

Pogląd na używki zmienia się diametralnie, kiedy te zostają wpisane w świat gry, a ich działanie niesie za sobą fabularne skutki. Zerknijmy na naszego rodzimego Wiedźmina. Mimo iż akcja gry jest umiejscowiona w świecie fantasy, wszelkiego typu dopalacze pełnią w tytule taką samą rolę, jak w realnym świecie. Najbardziej znanym jest fisstech, który w grze oficjalnie jest nazwany narkotykiem o działaniu pobudzającym i znieczulającym. Zażywać go można w postaci proszku, wprowadzając do organizmu przez śluzówkę, wciągając do nosa lub wcierając w dziąsło. Czyż nie brzmi to znajomo? Tak samo zażywa się chociażby amfetaminę, która zresztą podobnie oddziałuje na organizm. Mało tego – w grze fisstech jest rozprowadzany przez gang Salamandry, a więc dilerka pełną gębą!

Pytanie na dziś: jak postrzegane są używki i narkotyki w grach wideo?

Tylko jedną kreskę do Gwinta

O ile główny bohater trzyma się z dala od amfetamino-podobnego specjału (czyli informuje gracza, że jest to złe), o tyle dużo chętniej przyjmuje przeróżne dekokty, które sam waży. Wielu ludzi przypisuje owym eliksirom rolę nalewek, które sporządzały na przykład nasze prababcie. One też, znając tajniki ziół oraz roślin, potrafiły sporządzić lekarstwo, które leczyło konkretne schorzenie. Podobnie czyni Geralt, lecz jego wywary, mimo iż dla niego są zbawieniem podczas walki, normalnego człowieka na pewno by zabiły. Należy pamiętać, że nasz bohater jest mutantem, stąd działanie jego eliksirów jest dla niego niegroźne. Tak samo jak naleweczka naszej babci, która ma pomóc przy przeziębieniu. Pamiętajcie jednak, że co za dużo, to niezdrowo – tyczy się to również lekarstw.

Jak już jesteśmy przy kwestii dekoktów czy ziół, nie można tutaj nie wspomnieć o tytule, który ciągle jest na ustach graczy – The Elder Scrolls V: Skyrim. Bieganie po mapie i zbieranie wszystkiego, co się nawinie, jest domeną tej gry. Co więcej, każde zioło czy grzyb, jakie znajdziemy, możemy od razu skonsumować. Dzięki temu nasza postać uczy się tego, jak dany składnik działa na jej ciało. Część z nich podnosi poziom życia, inne uzupełniają manę, a jeszcze inne powodują nieprzyjemne zatrucie. Chcesz wiedzieć, jakie skutki wywołuje dana roślina – zjedz ją! W prawdziwym życiu jedzenie każdej rośliny, jaką spotkamy w lesie, na pewno nie jest dobrym pomysłem. Obecnie większość jagódek i grzybów może wyrządzić nam więcej szkód, niż pożytku. Z drugiej strony ktoś kiedyś musiał dany okaz spróbować, by przed śmiercią wykrzyczeć: „nie, tego nie wolno jeść!”

Pytanie na dziś: jak postrzegane są używki i narkotyki w grach wideo?

O jedną jagódkę za dużo

Ciekawostką jest, że gdy poznamy działanie danej rośliny, to swoją wiedzę możemy wykorzystać do przyrządzenia mikstur. Często bywa tak, że składnik, który w surowej postaci nam szkodzi, odpowiednio obrobiony daje miksturę o zupełnie odwrotnych właściwościach. Tutaj znowu napotykamy na analogię do prawdziwych leków, chociażby antidotów na przeróżne jady insektów czy gadów. Ich działanie polega na tworzeniu z trucizną niewchłanianego lub mniej toksycznego związku chemicznego, dzięki czemu szkodliwa substancja jest neutralizowana lub osłabiana.


Leki nie zawsze są pożyteczne

O ile wymyślne rośliny czy zioła mogą jeszcze kojarzyć się z fantazją, o tyle wprowadzenie do gry medyko-podobnych środków może wzbudzać jednoznaczne skojarzenia. Tak dzieje się na przykład w serii Fallout, gdzie gracz ma możliwość skorzystać z całej gamy chemicznych używek, które mogłyby istnieć nawet i w naszym, realnym życiu. Wszystko to spowodowane jest umiejscowieniem gry w quasi-realnych czasach. Akcja tytułu, mimo iż dzieje się w wyimaginowanej przyszłości, ma miejsce w znanych nam oraz konkretnych miejscach, jakimi są duże miasta USA. Skoro więc miejscówki istnieją naprawdę, czemu dostępne w tytule chemikalia miałyby nie istnieć?

Gracz ma do dyspozycji sporo środków, które mimo iż mają pozytywne skutki na nasze statystyki, posiadają także różne procesy uboczne. Z jednej strony mamy Stimpaki czy Rad-X, które powodują poprawę zdrowia naszej postaci (zarówno życiowego, jak i napromieniowania), zaś z drugiej takie medykamenty, jak Psycho, Mentaty czy Rad-Awaye, które mogą być silnie uzależniające dla naszego protagonisty. Jednocześnie gra daje nam wybór – to od nas zależy, czy będziemy się szprycować przed każdą walką czy nie. Co więcej, często w grze będziemy napotykać uzależnionych od danego specyfiku mieszkańców Pustkowi. Ich nędzny obraz daje jasne przesłanie graczowi – świat gry ma na temat narkotyków własne zdanie i nie jest ono zbyt pozytywne.

Pytanie na dziś: jak postrzegane są używki i narkotyki w grach wideo?

Do wyboru, do koloru

Podobna sytuacja ma miejsce w innym tytule, w którym leki odgrywają niemal pierwsze skrzypce – Max Payne. Zaznajomieni z grą fani już na poziomie samego tytułu dostrzegą pewien smaczek. Max Payne to nie tylko imię i nazwisko głównego bohatera, ale też alegoria tego, co ów bohater musi znosić w swoim życiu – maksymalny ból. Ból zarówno psychiczny, jak i fizyczny. Fizyczny, gdyż jest narażony na ciągłe rany spowodowane postrzałami i upadkami. Psychiczny, bo stracił wszystko, co było mu bliskie – rodzinę. Dlatego obecnie Max ma tylko jeden sposób, by uporać się z problemami – środki przeciwbólowe.

Gra nawet nie ukrywa, że nasz bohater jest od nich uzależniony. Autorzy gry stworzyli z nich formę apteczek, które były modne w tytułach gier z lat 90.. Jednakże co innego, jak gracz podnosił apteczkę z ziemi (w której przecież mogły znajdować się bandaże, woda utleniona czy plastry), a co innego, jak faszeruje się wirtualnym Ketonalem. Środki przeciwbólowe w tytule od Remedy są jedynym sposobem, aby podreperować zdrowie naszego bohatera. Co ciekawe, PEGI nie zauważyło problemów Maxa z tabletkami i jako główny kontent rodzicielski wybrała „zawiera przemoc”.


A co na to mądre głowy?

Świat gier od zawsze dzielił wszelkiej maści specjalistów. Już sam fakt, że młodzi spędzają czas przed komputerem działał na niektórych jak płachta na byka. Wielu badaczy i pseudonaukowców wiąże z grami każde zło tego świata. Nie inaczej jest z kwestią narkotyków. Temat ten daje pożywkę przeciwnikom wirtualnej rozgrywki, którzy martwią się o zdrowie najmłodszych. Pytanie tylko, kto tym młodszym daje dostęp do newralgicznych tytułów? Producent gry? Wydawca? Nie, rodzice! Niestety to ich niewiedza powoduje często, że młode szkraby sięgają za tytuł niedostosowany do ich wieku i chłoną wszystko jak gąbka. Tyczy się to zarówno przemocy w grach, jak i obecności używek.

Z drugiej strony mamy też obrońców branży growej, którzy całą nadzieję pokładają w działalność PEGI oraz w użytkownikach. Twierdzą oni, że jeżeli dany tytuł ma odpowiednią kategorię wiekową, to użytkownikowi nic nie grozi. Dodatkowo liczą też na zdrowy rozsądek rodziców, jak i samych graczy.

Pytanie na dziś: jak postrzegane są używki i narkotyki w grach wideo?

Najgorszymi narkotykami w grach są… same gry

A gdzie leży prawda? Moim zdaniem po środku. Wychodzę z założenia, że wszystko jest dla ludzi, byle z umiarem. Nie oznacza to absolutnie, że jestem za próbowaniem twardych narkotyków przez dzieciaki i mówieniem: „jedna kreska na tydzień dla animuszu”. Wręcz przeciwnie – wierzę, że ludzie mają w sobie jakiś instynkt zapobiegawczy i wiedzą, co może im zaszkodzić, a co nie. Tak samo podchodzę do tematyki używek czy przemocy w grze. Mam nadzieję, że użytkownicy gier potrafią rozdzielić świat wirtualny od rzeczywistości. Wiedzą, że łyknięcie danego specyfiku nie daje żadnych dodatkowych punktów życia, a ich ciało nie ma żadnego paska zdrowia.

Obecnie kwestia używek i narkotyków w grach sprowadza się tylko i wyłącznie do prostych wpływów medykamentów na statystyki grających postaci. Nie ma znaczenia, czy są to fantazyjne jagody czy nawiązujące do realnych czasów dopalacze. Zresztą, twórcy gier, w większości przypadków, dają jasno do zrozumienia, że narkotyki są „be”. Mają one wspomóc naszą postać w świecie wirtualnym. W realu gracze sami sobie poradzą. Ale czy na pewno?

Podziel się.

O autorze

Łukasz „MiqT” Mitka

Gracz, amator dobrej animacji, kina wszelkiego, smacznej książki oraz… wieczne dziecko. Człowiek lubujący się w ciekawych dyskusjach, często idący na przekór wszystkim. Posiadacz bardzo specyficznego poczucia humoru, dzięki czemu skutecznie segreguje grono swoich znajomych. A tak ogólnie to misio do rany przyłóż.