Otwarta beta The Division ruszyła w piątek na wszystkich platformach. Warto zaznaczyć, że na Xbox One można było zagrać wcześniej. Ponownie. Nowy Jork zwiedzałam na PlayStation 4, a wycieczka ta zostawiła raczej mieszane uczucia. I to nie z powodu panującej tam kwarantanny…

The Division było zapowiedziane kilka lat temu na E3, pierwsze gameplay’e robiły wrażenie nie tylko świetną grafiką, ale również jakością rozgrywki. Ubisoft na prezentowanych materiałach często chwalił się ogromnymi możliwościami silnika Snowdrop Engine. Ponadto podkreślano rolę kooperacji – gracze byli zmuszeni do współpracy i planowania działań, by wypełnić określoną misję. O ile ostatni punkt został zrealizowany, o tyle aspekt graficzny już nie do końca.


Wstrząśnięta i zmieszana

Żeby nieprzyjemności mieć już z głowy, zacznę od minusów. Jako gracz i konsument w pełni rozumiem, że w większości przypadków deweloperzy podczas E3 pokazują cuda na kiju. Mydlą nam oczy oskryptowanymi gameplaye’ami z fotorealistyczną grafiką. Ile z tych obietnic zostaje koniec końców spełnione, to już inna kwestia. Ale The Division było pokazane już w 2013 roku. Premierę przekładano kilkukrotnie, a gra w rzeczywistości nie do końca wygląda jak powinna.

Nie zrozumcie mnie źle – grafika trzyma poziom, ośnieżony Nowy Jork dniem i nocą wygląda naprawdę ładnie. W szczególności wrażenie robią kłęby dymu unoszące się nad studzienkami. Podczas kilkugodzinnej rozgrywki natknęłam się na sporo technicznych baboli, kilka glitchy, przez które musiałam przerwać grę, niewidzialne ściany, czy ołowiane przedmioty. Wiem, że to beta, ale The Division ma premierę już 8 marca! Moim zdaniem ten tytuł powinien być oddany w ręce testerów i być wydany za kilka miesięcy.

beta the division

A oto jeden z glitchy, który zmusił mnie do samobójstwa. Nie dosłownie oczywiście…

Oprócz brzydkich błędów, zawiodłam się również na misjach. Na początku grało się przyjemnie, ale po jakimś czasie zadania stały się powtarzalne. Beta The Division, podobnie jak i nadchodząca pełna wersja, to gra sieciowa, więc questy w stylu podaj, pozamiataj zapewne będą na porządku dziennym, ale wydaje mi się, że do sukcesu potrzeba więcej. Być może na wyższych poziomach trudności i wraz z odkrywaniem fabuły misje będą bardziej urozmaicone. Mam taką nadzieję.

Największym atutem produkcji jest mechanizm rozgrywki. Rzeczywiście jest tak, jak twórcy obiecywali – współpraca to niezwykle ważny aspekt The Division. Przed rozpoczęciem ataku rozsądniej jest zaplanować przynajmniej pierwszy ruch. Grać można w zespołach czteroosobowych. Gdy wejdziemy do Dark Zone – strefy PvP – lepiej mieć przy sobie kompanów, bo inaczej czeka nas bardzo szybka śmierć.


Beta The Division: halo, halo, ale co tu się wyprawia?

Nie bez powodu w nazwie silnika pojawia się snow – do Nowego Jorku trafiamy właśnie zimą. W czarny piątek w mieście wybucha epidemia wywołana tajemniczym wirusem, który dosyć szybko się rozprzestrzenia. Naszym pierwszym zadaniem jest dotarcie do bazy, w której możemy rozwijać trzy jej skrzydła – medyczne, ochrony i technologii. Ich ulepszanie możliwe jest dzięki wypełnianiu określonych odpowiednimi kolorami misji.

Zabawę zaczynamy na czwartym poziomie i na starcie do wykorzystania mamy jeden punkt umiejętności. Drzewko, z racji bety ograniczone, podzielone jest na trzy kategorie – security, medical i technology. Poszczególne umiejętności z każdej gałęzi odblokowujemy wraz z postępem rozwoju konkretnego skrzydła naszej bazy. Widać, że karta abilities podzielona jest na trzy zakładki, chwilowo mamy dostęp tylko do jednej. Wszystko wskazuje na to, że pojawi się sporo opcji rozwoju postaci.

beta the division

Być może drzewko wygląda niewinnie, ale czeka na nas sporo opcji rozwoju.

Jeżeli chodzi o przeciwników, z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć – nie liczcie na chodzące po ulicach żywe trupy, czy klikacze rodem z The Last of Us. Beta The Division po “różnorodności” wśród przeciwników sprawia wrażenie, że to nie wirus stał się największym wrogiem ludzkości, ale oni sami. W mieście możemy się natknąć na oddziały buntowników, zwykłych rzezimieszków oraz tak zwanych Cleanersów. Największe wyzwanie stanowią przeciwnicy z miotaczami ognia, którymi – uwaga – mogą cię podpalić nawet przez ścianę. Jest to kolejna rzecz do poprawy do czasu premiery.

Jednocześnie możemy mieć przy sobie trzy rodzaje broni. Miałam okazję wypróbować karabin, pistolet i strzelbę. Niestety, w beta The Division nie znalazłam żadnej snajperki, może to kwestia ograniczeń związanych z wersją beta. Jednak każdą broń można modyfikować – od skinów po celowniki. Strzela się całkiem przyjemnie, chociaż potrzebowałam chwili, żeby się przyzwyczaić, gdyż na początku sterowanie wydaje się trochę toporne.

Tom Clancy’s The Division to tytuł z dużym potencjałem. W becie został nam oddany niewielki kawałek Nowego Jorku, ale nawet taki fragment zrobił wrażenie. Moimi skromnym życzeniem jest przede wszystkim wzbogacenie kontentu o większą ilość bardziej ambitnych i urozmaiconych zadań. Poza tym nie pogniewałabym się, gdyby do naszej dyspozycji oddano więcej budynków w mieście. Za priorytet twórcy powinni postawić sobie naprawienie tych brzydkich baboli, na które natknęłam się podczas rozgrywki. Jeżeli sprostają wszystkim tym wyzwaniom, The Division z pewnością odniesie duży sukces i prędko o nim nie zapomnimy.

A Wam jak się grało w betę? Przekonała Was do zakupu, czy wręcz przeciwnie?

Podziel się.

O autorze

Zakochana w grach od pierwszej sesji na Pegasusie, miłośniczka otwartych światów i dobrej fabuły. Fanatyczka uniwersum Wiedźmina, zarówno tego wirtualnego, jak i książkowego. Oprócz gier uwielbia seriale, filmy i literaturę fantastyczną.